Blog

Wychowanie po japońsku, czyli zacznijmy od zaufania

To, co od razu zwróciło moją uwagę w Japonii to zachowanie małych dzieci. Wydawały mi się przedstawicielami jakiegoś kompletnie innego niż mój gatunku. A może kosmicznymi zesłańcami niezmiernie wysokiej i wyrafinowanej inteligencji, której rozwrzeszczane, biegające wszędzie i miotające się w złości maluchy, zupełnie nie są znane?

Reguły są jasne

Jeśli podczas kilkunastogodzinnego lotu do Tokio usłyszysz w samolocie jęczące i marudzące bez końca dziecko, raczej nie będzie to dziecko japońskie. W japońskiej restauracji raczej nic (i mam tu na myśli Mały Nikt) nie zakłóci ci posiłku. W zatłoczonym metrze japońskie dziecko raczej nie będzie się wiercić się nieznośnie obijając się o ciebie bez końca i depcząc ci po nogach. Czy Japonia to kraj małych organicznych automatów cicho przestrzegających wszystkich zasad, których u nas nawet nie wszyscy „dorośli” potrafią przestrzegać?

W tym pierwszym pytaniu jest również pierwsza odpowiedź. Uwarunkowania społeczno kulturowe mają ogromny wpływ na rozwój od najwcześniejszego okresu. W japońskim, zdyscyplinowanym środowisku, gdzie każda jednostka wydaje się funkcjonować „z wrodzonym posłuszeństwem i precyzją”, reguły są bardzo ściśle określone.

Jaki kraj takie dzieci

Nawet małe dzieci mają zdolność odczuwania norm i reguł swojej społeczności. Czas i skuteczność, w jakim dziecko rozwija pewne zachowania zależą od poziomu, jaki dana kultura na nie kładzie.

W Japonii do tych wzorców należy empatia, harmonia (ale tez hierarchia) grupowa i ograniczenie wyrażania emocji, dlatego japońskie dzieci łatwiej rozwijają umiejętność samokontroli.

To wszystko pokazuje jednak, jak ogromny wpływ na dzieci mają najbliższe środowisko i wzorce, jakie MY SAMI (świadomie czy nieświadomie) demonstrujemy. Jedną z pierwszych, a wręcz pierwotnych, umiejętności jest bowiem NAŚLADOWANIE.

Na utwierdzanie zastanych kulturowo wzorców japońscy rodzice (i tak jak u nas, głownie matki) ciężko też jednak pracują. Oto kilka zasad skuteczności, które zauważam, poznając japońskie rodziny.

  1. Najpierw zaufanie, potem wychowanie.

Od pierwszych dni stawia się na bliskość. Japoński maluch może spać w łóżku z rodzicami, jest też noszony w nosidełku, a nie wożony w wózku. Towarzyszy matce wszędzie, cały czas. Czy dzięki temu czuje się bezpieczniej, jest spokojniejszy, bardziej zrelaksowany i lepiej znosi potem wszystkie uwagi? Zarówno badania przeprowadzone w Japonii w 2013, jak i przez Stowarzyszenia Zdrowia Psychicznego dla Niemowląt i Wczesnego Dzieciństwa w stanie Kansas z 2015 r, to potwierdzają.

  1. Dyscyplina

Japońskie słowo SHITSUKE oznacza: „dysyplina”. Ale w słowniku Koujien znajdziemy także jego rozwinięcie:

– tworzenie czegoś planowo;

– rozwijanie dobrych manier i uprzejmości dzięki instrukcjom i praktyce.

Japońska dyscyplina jest więc przemyślanym procesem, działaniem z wyprzedzeniem, a nie nerwowym musztrowaniem. Rodzina przywiązuje dużą wagę do nauczania i wdrażania społecznie akceptowanych manier, aby uniknąć kłopotów i nieprzyjemnych sytuacji, które w japońskim rozumieniu przynoszą rodzinie wstyd. Dziecko, które jest nieznośne, nie jest zabawne. Nie jest „rozkosznie niegrzecznie”. Nie jest „małe i zmęczone”. Jest bowiem świadectwem swoich rodziców.

  1. Natychmiastowa reakcja

Każde „niewłaściwe zachowanie” jest przez japońskiego rodzica wychwytywane. Nie ma machnięcia ręką czy przymknięcia oka. Kropla drąży kamień. Jeśli sytuacja ma miejsce w miejscu publicznym, pierwszą reakcją będzie „ściągnięcie ze sceny” malucha. Popis bez widowni jest zawsze mniej atrakcyjny. Rodzice chcą też zachować godność. Swoją i dziecka. Zostanie ono „zabrane na stronę”, aby opadły emocje i pojawiła się przestrzeń do rozmowy o tym, co się wydarzyło. Dopiero wtedy można przystąpić do tłumaczenia wzorca. Nawet po raz setny. Regularne ciche lekcje wychowawcze wypierają tu niecierpliwe wyładowywanie złości.

  1. Ocenianie zachowania, nie osoby

Nie słyszałam, aby podczas dyscyplinowania rodzice mówili dziecku, że jest złe, niegrzeczne czy głupie. Tłumaczyli raczej niewłaściwe zachowanie i jego potencjalne skutki. Odwoływali się do ambicji („nie przystoi”) oraz do skutków.

  1. Konsekwencja.

Wychowanie czyli dyscyplinowanie przypomina tu trening, a nie bezsilną szarpaninę.  Z całą regularnością,  powtarzalnością, konsekwencją i podnoszeniem poprzeczki. Niewłaściwe zachowanie jest zawsze wychwycone, przerwane i nie pozostaje bez konsekwencji. Dziecko nie będzie mogło w czymś uczestniczyć, dopóki wzorzec nie będzie wypracowany. Każdemu sukcesowi, jak w sporcie, będzie też towarzyszyć nagroda.

  1. Okazywanie szacunku

Dzieci są uczone dyscypliny nie tylko przez reprymendy czy kary, ale też przez okazywanie im cierpliwości, ciepła i szacunku. Są informowane o planach („dziś pójdziemy na plac zabaw, potem do babci, a potem do piekarni”) i uprzedzane o tym co ma nastąpić („za 10 minut wychodzimy z placu zabaw” zamiast „choć tu NATYCHMIAST, już koniec zabawy, wychodzimy”) Rodzice starają się też, zwłaszcza przy dzieciach, wyrażać o innych z szacunkiem i „na plus”. Będą szukać dobrego wzorca, zamiast straszyć złym. Raczej nie powiedzą, żeby nie zachowywały się „tak źle jak tamta dziewczynka”, ale „tak dobrze, jak tamten chłopiec”.

  1. Samodzielność

Bardzo szybko dzieciom ustala się podstawowe codzienne procedury. 2-3 latków nie wyręcza się już w myciu, ubieraniu, jedzeniu czy sprzątaniu swoich zabawek. Natomiast rodzice zawsze służą pomocą i nie szczędzą słów zachęty ani pochwał. Nic dziwnego, że potem 5 latki chodzą już same do zaprzyjaźnionego sklepiku, a 7 latki jeżdżą same do szkoły.

  1. Poczucie więzi

Japończycy bardzo dbają o prawdziwie efektywne spędzanie czasu z rodziną. Weekendowe pikniki, wycieczki, festyny i gry to najczęstsze formy wspólnego wypoczynku. Rodzice są OBECNI, często uczestniczą w zabawach z dziećmi, nie tylko siedzą obok. Wspólne są posiłki, wspólne rozmowy, wspólne świętowanie małych sukcesów i radzenie sobie z małymi porażkami.

Ujmujące jest też to, że „międzyrodzinne” rozmowy zawsze zaczynają się od tematów związanymi z dziećmi, ale odmiennie niż u nas, nie jest to opowiadanie o swoich maluchach, ale okazywanie zainteresowania innymi dziećmi.

Mała rzecz, ale może od tego wszystko się zaczyna…?

Tekst Dominika Szczechowicz, autorka bloga Wszystkiego Japońskiego, graficzka, złotniczka, kosmetolożka, podróżniczka.

1 komentarz

  • Marta
    / Odpowiedz

    Jak byśmy wychowywali dzieci zgodnie z tym, co mówi Biblia i przy współpracy z Bogiem, nasze dzieci byłyby jeszcze fajniejsze niż te japońskie, a rodzice to jiż w ogóle 🙂

Dodaj komentarz