Blog

Wolne dzieci, ufni rodzice

wolne-dzieci-peter-gray-ksiazka-dla-rodzicowKilka książek zmieniło moje postrzeganie szkoły i edukacji w ogóle – ta z pewnością w moim prywatnym rankingu wybija się na prowadzenie. „Wolne dzieci” Petera Gray’a polecam wszystkim rodzicom dzieci w wieku szkolnym, szczególnie zaś tym, którzy martwią się wynikami w nauce swoich synów i córek.

Patent na szczęście

– Ona się w ogóle nie uczy matematyki! – M. opowiadała mi o swojej córce już dobry kwadrans. Wystygła jej lazania, ja dawno skończyłam obiad, kolejni koledzy z pracy pytali, czy mogą się dosiąść do naszego stolika w zakładowej stołówce, a ona dalej mówiła. Że się martwi, że W.nie chce odrabiać prac domowych i że chyba będzie miała czwórkę na koniec roku.

– A ty nie chcesz, żeby miała czwórkę? – spytałam ostrożnie bawiąc się kubkiem po kompocie.

– No pewnie, że nie chcę, jest zdolna, gdyby się trochę przyłożyła miałaby szóstkę, lepszą średnią na koniec, a jak skończy podstawówkę z dobrą średnią to ma szansę na lepszą szkołę i…

-…i będzie szczęśliwszym człowiekiem? – dopytałam.

Pamiętam, jak M. się wtedy na mnie spojrzała. Zdziwiona, zbita z tropu. To wspaniała, mądra dziewczyna, oddana matka, wrażliwy człowiek. Mamy za sobą wiele rozmów o meandrach ludzkiej psychiki. Ale chyba pierwszy raz rozmawiałyśmy o tym, co jest ważne w życiu dziesięcioletniego człowieka, jej córki. Ta rozmowa na dość długo zdeterminowała nasze codzienne wspólne obiady, przerywnik dnia pracy. Odtąd zaczęłyśmy je jadać w towarzystwie Petera Gray’a, autora książki „Wolne dzieci” (wyd. Mind), bo o tej właśnie lekturze zaczęłam opowiadać mojej koleżance.

Szkoła w centrum

„Wolne dzieci” to rzecz o zabawie, która jest nauką i bez której trudno się czegokolwiek nauczyć. O tym, jak wiele uczymy się poza szkołą i jak mogłaby wyglądać szkoła, by prawdziwie przygotowywać do życia.

Wolne dzieci
Wolne dzieci

Autor opisuje w niej różne formy kształcenia, poczynając od kultur łowiecko-zbierackich, przez rolnicze i religijne korzenie szkół państwowych, pruski dryl zaprowadzany surowymi karami po współczesne szkoły demokratyczne, homeschooling czy unschooling. Ale to jedynie ciekawy szkic; na nim Gray opiera swoją analizę współczesnego rodzicielstwa, w którym życie toczy się wokół szkoły, a nie potrzeb i potencjału dziecka. I to jest dla mnie główny walor tej książki – odwołanie się do codziennych zmagań rodziców i dzieci, do nieustannej krzątaniny wokół prac domowych, stopni, zaliczeń i wszelkich schematów, które tak bardzo usztywniają i zaburzają relację rodzic-dziecko. „Coraz więcej rodziców” – pisze Gray – „myśli o sobie jako o nauczycielach swoich dzieci. Wypatrują okazji, żeby przekazać im jakąś wiedzę, kupują im zabawki edukacyjne, bawią się i rozmawiają z nimi tak, jakby prowadzili lekcje. Nic więc dziwnego, że wielu interakcjom rodziców i dzieci towarzyszy wywracanie oczami i mamrotanie pod nosem Dobra już, dobra. W takich warunkach życie w domu staje się dla dzieci tak samo uciążliwe jak szkoła. (…) Rodziców przekonuje retoryka głosząca, iż młodzi ludzie, którzy nie skończyli najlepszych szkół z dobrymi ocenami są skazani na życiową porażkę. (…). W efekcie dzieci podlegają coraz większej presji i kontroli i mają coraz mniej okazji do spontanicznego i samodzielnego poznawania życia. Niestety, w wielu wypadkach założenie, że dzieci są niekompetentne i potrzebują stałego kierownictwa, staje się samospełniającą przepowiednią”.

Rodzicielstwo oparte na zaufaniu

No dobrze, ale jak to się ma do realiów? Przecież mamy czasy konkurencji, wyścig szczurów, bezrobocie wśród wykształconych ludzi. Przecież rodzice chcą dla dzieci jak najlepiej – uchronić je przed biedą i frustracją. Pytanie tylko, czy słuszną obrali drogę. Wygląda na to, że presja i odbieranie dzieciom prawa do swobody, wcale nie poprawiają ich wyników w nauce. Mogą je za to pozbawić wiary we własne siły, zapału do pracy, twórczej ciekawości.

Gray nie namawia do gremialnego opuszczania murów szkoły. Nie twierdzi, że dla każdej rodziny najlepszym modelem jest edukacja domowa. Namawia jednak do czegoś, co nazywa rodzicielstwem opartym na zaufaniu. Wspiera też w budowaniu tego zaufania podając przykłady, dane i analogie.

Mnie przekonał. I myślę, że moje dzieci są mu za to wdzięczne.

Autor:

redaktorka serwisu FC EDU

Dodaj komentarz