Blog

Szkoła na falach

Lekcje mamy normalne, 45 minut. Ale czasem trzeba pomóc bosmanowi. No i jak przepływa stado wielorybów, to robimy sobie przerwę – opowiada Zofia Rodak, lat 18, wielokrotna uczestniczka rejsów morskich i oceanicznych, m.in. w ramach Niebieskiej Szkoły.

Zosia Rodak na jednej z kilkudziesięciu wysp zwiedzonych podczas rejsów Niebieskiej Szkoły
Zosia Rodak na jednej z kilkudziesięciu wysp zwiedzonych podczas rejsów Niebieskiej Szkoły
Z daleka widać twoją opaleniznę, Zosiu. Ile miesięcy tym razem spędziłaś na morzu?

Pięć i pół. Płynęliśmy statkiem Fryderyk Chopin z Wysp Kanaryjskich na Wyspy Zielonego Przylądka, potem przez równik na brazylijską wyspę Fernando de Noronha. To rezerwat przyrody, ponoć są na nim najpiękniejsze plaże świata. Potem dopłynęliśmy na Karaiby. Tam spędziłam 6 tygodni pomagając w obsłudze statku podczas rejsów z turystami. Były jeszcze Bermudy, Azory i wróciliśmy do Malagi.

Mieszkasz w podwarszawskiej miejscowości. Mama redaktor, tata wykładowca akademicki. Nikt z rodziny nie żegluje. Skąd się wzięło u Ciebie to pływanie?

W gimnazjum byłam na kilku obozach żeglarskich na Mazurach – podobało mi się, ale to jeszcze nie było to. Dopiero gdy trzy lata temu zgłosiłam się na organizowany przez moją szkołę rejs morski, zrozumiałam, że to jest moja pasja. Pływaliśmy po Morzu Śródziemnym, między Włochami a Korsyką.

Zamarzył mi się dłuższy rejs. Uprosiłam rodziców i popłynęłam na pierwszą Niebieską Szkołę. Dwa miesiące pływaliśmy po Morzu Śródziemnym: z Hiszpanii do Turcji i z powrotem do Hiszpanii.

Jest coś magicznego w tych żywiołach: morza i wiatru.
Jest coś magicznego w tych dwóch żywiołach: morza i wiatru.
Pojechałaś na pierwszą szkołę i…?

Potem uczestniczyłam w różnych rejsach, w remontach statków. To może się komuś wydać dziwne, że dziewczyna z gimnazjum w czasie wakacji jedzie z własnej woli do Szczecina lub Gdyni i pracuje w stoczni przy remoncie żaglowca, oskrobuje go z rdzy i maluje. Ale mnie się to podoba.

Półtora roku temu Niebieska Szkoła ogłosiła plan trasy na następny rok. Trasa wiodła na Karaiby. To mnie zainteresowało. Rodzice już widzieli, że to jest dla mnie bardzo ważne i zgodzili się zasponsorować mi ten rejs. W końcu wyszło tak, że zamiast na jedną szkołę pojechałam na dwie. Wypływaliśmy jesienią, wróciłam wiosną, całą drugą klasę liceum robiłam w trybie edukacji domowej. Częściowo się uczyłam, częściowo pracowałam.

Tylko na początku bałam się wchodzić na reję, na górę.
Tylko na początku bałam się wchodzić na reję, na górę.
Ile razy przepłynęłaś Atlantyk?

Dwa.

Rodzice nie umarli ze strachu?

Nie. Już są przyzwyczajeni.

A ty się nie bałaś?

Nie było czego się bać. Nie przeżyłam jakichś wielkich sztormów. Może na początku obawiałam się wchodzenia na reję, czyli na maszt, na górę. Ale stopniowo się przyzwyczaiłam.

Bywało czasem trudno. Na pierwszej szkole czasem myślałam, że już dłużej nie wytrzymam. Ale dałam radę. I kiedy przypominam sobie o tym, myślę, że w ogóle ze wszystkim sobie dam radę. Na morzu i na lądzie.

Jak wygląda nauka w czasie Niebieskiej Szkoły?

Lekcje odbywają się codziennie (z wyjątkiem dni poświęconych na prace bosmańskie), ale tylko wtedy, gdy płyniemy. W portach jest czas na zwiedzanie. O 8.00 jest podniesienie bandery i spotkanie organizacyjne, potem śniadanie, sprzątanie statku i krótkie prace bosmańskie, takie jak naprawy, pomoc mechanikowi. Od 10.00 do 18.15 – z przerwą na obiad – trwają lekcje.

Lekcje są, gdy płyniemy. Na lądzie po prostu zwiedzamy.
Lekcje są, gdy płyniemy. Na lądzie po prostu zwiedzamy.
Takie normalne, 45 minut, z dzwonkiem?

Bez dzwonka, ale 45 minut. Pięć minut przerwy. No, czasem coś zmienialiśmy. Jak przepływało obok stado wielorybów, to przerywaliśmy lekcje i szliśmy je pooglądać.

Byliście podzieleni na klasy?

Na rejsie są uczniowie na różnych poziomach, od drugiej klasy gimnazjum do drugiej liceum. Jesteśmy podzieleni na klasy i uczymy się na swoim poziomie. Każda klasa ma lekcje w innym miejscu na statku. W mesie, gdzie jemy, w saloniku kapitańskim. W dwóch pomieszczeniach mamy nawet szkolne tablice.

Macie swoich wychowawców?

Nie. Jak mamy jakiś problem, możemy się z nim zgłosić do jednego z nauczycieli albo oficerów. Z załogą też się zżywamy. Oficerowie starają się nas czegoś nauczyć, np. podstaw nawigacji. Czasami śpiewają z nami szanty na wachtach.

Nauczyciele to raczej młodzi ludzie?

Różnie. Od takich świeżo po studiach po osoby przed emeryturą. Nauczycielami na rejsach są zwykle bardzo ciekawe osoby. Dużo podróżują, mają pasje, opowiadają o tym, czego dowiedzieli się o świecie. Polonistką była dziewczyna, która studiowała w Polsce i w Turcji, a po ukończeniu studiów uczyła dzieci w Irlandii. Moja nauczycielka matematyki zaraz po naszym rejsie pojechała na rok do Hongkongu, żeby tam pracować w przedszkolu.

Jakie macie relacje z nauczycielami? Bardziej partnerskie niż w zwykłej szkole?

To zależy od konkretnej osoby. Ale na pewno inaczej się rozmawia z nauczycielem, z którym spędza się noc na pokładzie podczas wachty albo którego widzi się podczas choroby morskiej.

Niektórzy nauczyciele wykorzystują czas na wachcie, by coś nam przekazać. Nauczycielka angielskiego robiła nam wtedy konwersacje.

Doświadczeni uczestnicy rejsów mogą być przyjęci do obsługi komercyjnych rejsów. Pracują w zamian za możliwość pływania.
Doświadczeni uczestnicy rejsów mogą być przyjęci do obsługi komercyjnych rejsów. Pracują w zamian za możliwość pływania.

Na pierwszym rejsie miałam w klasie 4 osoby, nauczyciele podchodzili do nas indywidualnie. Z każdym z osobna przerabiali program – przecież każde z nas przyszło z innej szkoły i co innego umiało. Dobrze mi się uczyło, gdy było cicho, siedzieliśmy na pokładzie, mogłam porozmawiać z nauczycielem. Ostatnio miałam już większą klasę i nauczyciel nie mógł nam poświęcić tak dużo czasu. Było więcej pracy indywidualnej, a nauczyciel pomagał, gdy mieliśmy z czymś problem.

Brzmi to pięknie, ale pewnie są też minusy…?

O, tak. Zwykle po powrocie do kraju okazuje się, że mamy zaległości w programie.

Na statku jesteśmy też dużo bardziej zmęczeni. Poza normalnymi lekcjami codziennie mamy nocne czterogodzinne wachty, które spędzamy na pokładzie, obserwujemy horyzont, sterujemy statkiem. Taka wachta może wypaść np. między północą, a czwartą rano. Pada, wieje, spać się chce. Czasem przysypiamy, ale też rozmawiamy, śpiewamy, oglądamy filmy.

Poza tym pełnimy jeszcze dwie godziny wachty w ciągu dnia. Prawie codziennie mamy też przydzielony jakiś obowiązek: pomoc mechanikowi, prace bosmańskie, przygotowywanie posiłków, sprzątanie części wspólnych statku. Oprócz tego lekcje. O 20.00 jest godzina nauki własnej, czas na odrobienie pracy domowej.

Jeszcze prace domowe?!

No tak. Dodatkowo o każdej porze, w dzień lub w nocy mogą się też zdarzyć alarmy „do żagli”. Trzeba wejść na reję i pracować, wybierać liny, żeby ustawić żagle. Czasem padałam ze zmęczenia, raz zasnęłam na podłodze kajuty, bo nie miałam siły wejść na górną koję.

Są czasem spory, kłótnie?

Oczywiście. Każdy uważa, że to on ma najgorzej. To jest normalne. Przychodzi taki moment, gdy nikomu nie chce się kolejny dzień sprzątać. Największe kłótnie są o wachty trapowe i kotwiczne, kiedy stoimy w porcie albo na kotwicy, bo to się dzieje w naszym czasie wolnym. Każdemu zależy, żeby wyjść na ląd na jak najdłużej.

Ale choć na statku nie ma czegoś takiego jak sprawiedliwość, to tak naprawdę każdy ma mniej więcej tyle samo obowiązków. Nikt nie dyskutuje z poleceniami, system kar jest dość rozbudowany i lepiej nie narażać się na kolejne prace.

Czego najważniejszego nauczyłaś się w trakcie tych rejsów?

Mnóstwa rzeczy. Myślę, że większość osób w moim wieku nie umie posługiwać się narzędziami, wykonywać napraw. Patrzyłam np. jak się robi zaopatrzenie dla całej załogi, byłam odpowiedzialna za pranie na statku. To są takie praktyczne umiejętności.

Nauczyłam się współpracować. Chopin ma 55 metrów. Tam się nic nie da zrobić samemu.

Nauczyłam się pracy z osobami w różnym wieku. Nauczyciele są od nas sporo starsi. Ja teraz jestem w drugiej liceum i uczniowie z drugiej gimnazjum wydawali mi się sporo młodsi. A na wachcie musimy razem działać.

Zwiedziłam dużo miejsc. Podczas tego rejsu – kilkadziesiąt wysp.

Umiem teraz doceniać proste rzeczy. Jedzenie na statku jest dość monotonne. Jak czasami trafi się nutella na kolację, to jest to naprawdę wielka przyjemność.

Czy wszyscy uczestnicy rejsu są tak zachwyceni pływaniem?

Nie. Niektórzy jadą dlatego, że rodzice tak postanowili. To nie jest dobre. Najgorszą rzeczą, jaką rodzice mogą zrobić jest zmuszanie dzieci do czegokolwiek. Nawet jeśli oni sądzą, że to będzie dla dziecka dobre. Na jednym z rejsów był chłopiec, który całe dwa miesiące ciężko przeżywał to wszystko, bardzo płakał. Owszem, na koniec mówił, że będzie mu brakowało statku. Ale pływanie to powinna być jego decyzja.

Ciągle wracasz na to morze. Czemu?

Trudno powiedzieć. Niesamowicie jest się zetknąć z tym żywiołem: wody i wiatru.

Na statku trudno o prywatność, wszędzie są ludzie, jest ciasno. Ale kiedy stoi się za sterem i wypatruje statków na horyzoncie, to można się zmierzyć ze swoimi myślami. Od zwiedzania nowych miejsc dużo ważniejszy jest dla mnie czas spędzany na morzu, pod żaglami.

Zosiu, czy teraz świat wydaje ci się mniejszy?

Nie. Tylko już teraz wiem, że jest więcej do odkrycia niż myślałam.

 

W idei Morskiego Wychowania bazą jest przekonanie, że morze to najlepszy nauczyciel.
W idei Morskiego Wychowania bazą jest przekonanie, że morze to najlepszy nauczyciel.

Niebieska szkoła to program dedykowany gimnazjalistom i licealistom, którzy chcą przeżyć dwumiesięczy rejs żaglowcem, jednocześnie uczyć się i zdobywać żeglarskie umiejętności. Idea wychowania morskiego zakłada, że morze jest najbardziej surowym i wymagającym nauczycielem, kształtującym charakter młodych ludzi. W rejsach Niebieskiej szkoły można uczestniczyć odpłatnie lub starać się o dofinansowanie fundacyjne.

 

 

 

W ramach FC EDU nie realizujemy rejsów dla młodzieży. Uczymy za to na lądzie – w szkołach i na otwartych warsztatach – zasad współpracy i odpowiedzialności za swoje życie. Dowiedz się więcej o naszym programie The Leader in Me oraz ofercie dla młodzieży. Zapraszamy do kontaktu.

Autor:

redaktorka serwisu FC EDU

Dodaj komentarz