Blog

Pytanie albo wyzwanie

Najskuteczniejszy coach, jakiego poznałam, ma 8 lat i ciemne włosy spięte w kucyk. Potrafi człowieka w dwa dni nauczyć pływać, nurkować i oswoić strach.

Od 7 lat każda kąpiel w basenie wyglądała podobnie. Nogi ściśle zaciśnięte na mojej talii, ramiona na szyi. Oswajanie z wodą i nauka pływania dawały mierny efekt. Dziecko nie pływało, bało się zanurzyć twarz pod powierzchnię, reagowało paniką, gdy pojedyncze krople pryskały w oczy.

Sytuacji nie poprawił nieprzyjemny wypadek na popularnym kąpielisku termalnym – źle zabezpieczona zjeżdżalnia, ból zderzenia z twardą powierzchnią, wizyta w szpitalu.

A jednak od pierwszych dni wakacji znów rozpoczęłam z dzieckiem naukę pływania. Nienachalnie, w zabawie. Wyobrażałyśmy sobie, że w naszych ciałach rozpięte są hamaki, a na nich kulka z cennego szkła. Jak położyć się na wodzie, żeby kulka nie spadła?

Któregoś dnia wokół nas zaczęła pływać ośmioletnia, stale uśmiechnięta Karolina. Moje introwertyczne dziecko nie chciało nawiązać z nią kontaktu. I wtedy zrozumiałam, co trzeba zrobić: odpłynąć i obserwować sytuację z dystansu.

Jeszcze tego samego dnia zobaczyłam, jak córka chlapie się w basenie i śmieje z koleżanką do rozpuku. Następnego dnia rano umiała przepłynąć dwa metry i zanurzyć całą głowę w wodzie. Pod wieczór skakała do basenu „na bombę” i pływała żabką. Krytą. Cały czas ktoś dorosły nad nimi czuwał, ale nie podsłuchiwaliśmy, co tam sobie gadają. Aż nie wytrzymałam, podeszłam bliżej i usłyszałam, że grają w Pytanie albo wyzwanie. „Przepłyń dwa razy basen pod wodą” – rzucała jedna, a druga próbowała. Ze śmiechem i bez strachu.

Pomyślałam wtedy o edukacji jako takiej, o roli nauczyciela i grupy rówieśniczej (bo o czym innym można myśleć w czasie urlopu, prawda?). Że tak to właśnie działa. Latami stwarzasz warunki, dajesz narzędzia, powtarzasz czynności. Mówisz, co robić, wskazujesz kierunek. Sukces jest albo go nie ma, ale nadal pracujesz z uczniem, bo wiesz, że to dobra droga. Ale w procesie nauczania potrzeba jeszcze czegoś: zabawy, radości, wyzwania, mierzenia się z ograniczeniami, trochę rywalizacji, a trochę wygłupu. Dobrej atmosfery. Czegoś, co daje obecność przyjaciół.

Pomyślałam także, jak wiele trzeba cierpliwości i zrozumienia ze strony dorosłych. Do trudnych rzeczy dochodzi się czasem latami. Dziecko, które się boi, nie przełamie strachu dlatego, że dorosły tak chce. Kiedyś w końcu zmierzy się z lękiem, ale dlatego, że chce i jest już na to gotowe. Bo to jest wyzwanie a nie obowiązek.

Moje dziecko nie tylko umie już (i uwielbia!) pływać. Odważyło się także rozmawiać z obcymi ludźmi w obcym języku. Zamawia dla siebie jedzenie i picie w restauracji. A wieczorem zasypia, choć w pokoju nie pali się lampka. Ciemność przestała być gęsta od potworów.

Piszę to trochę dlatego, żeby podzielić się radością (a co!), ale trochę po to, by przypomnieć, że dobra szkoła to taka, która daje nie tylko wysoki poziom nauczania przedmiotowego, ale także atmosferę radości, bezpieczeństwa i zabawy. Pomaga dzieciom odnaleźć przyjaciół, uczy rozwiązywać konflikty i dbać o siebie nawzajem.

My, w FC EDU, właśnie z myślą o takiej szkole realizujemy program The Leader in Me. The Leader in Me wprowadza do szkoły edukację społeczną, uczy zarządzać sobą i dobrze działać w grupie. Zmniejsza poziom agresji wśród uczniów i frustracji u nauczycieli. Wprowadza kompetencje XXI wieku już na etapie wczesnoszkolnym i dobrze przygotowuje dzieciaki do dorosłych wyzwań.

Wszystkich, którzy chcą takiej szkoły dla swoich dzieci i uczniów zapraszamy do kontaktu.

 

Autor:

redaktorka serwisu FC EDU

Dodaj komentarz