Blog

Projekt lemoniada, czyli czego się można nauczyć w wakacje

W szkole nie cierpiałam fizyki. Uwielbiałam za to, gdy tata w czasie wakacji opowiadał, czemu woda nie wyleje się z wiadra, gdy szybko nim zakręcę albo dlaczego w czasie burzy najpierw jest błysk, a dopiero później grzmot.

Wirująca foka

W moim mózgu w czasie wakacji unosi się jedynie wirująca foka – zakomunikowało mi dziecko, gdy spytałam, ile to jest 1,50 zł na pół. – Nie zamierzam NICZEGO liczyć.

Trudno ukryć, że matematyka nie jest jej ulubionym obszarem edukacji wczesnoszkolnej. Ciekawe jednak, że gdy gramy w Sushi Go, szybciutko zlicza punkty.

Projekt lemoniada

Ostatnio postanowiła z koleżanką urządzić stoisko z domową lemoniadą przy naszej działce. Zabawa zmieniła się w interdyscyplinarny projekt. Plastyka i technika (szykowanie stoiska, malowanie plakatów), chemia (proporcje cukru, wody, cytryny), fizyka i matematyka (jak zmierzyć objętość 3 różnych kubków, gdy znamy pojemność tylko jednego), podstawy ekonomii (układanie biznesplanu) i reklamy („Zimna lemoniada za grosze!”).

Negocjacje o stolik

Sprawę skomplikowałam, wprowadzając elementy kompetencji społecznych.

– Możemy zabrać na stoisko ten stolik? – spytała córka wskazując na mój stolik do pracy.

– A co zaproponujesz w zamian? Jakieś wygrana-wygrana?

Zaproponowała udział w zyskach i dożywotnio darową lemoniadę. Propozycja była zbyt hojna, ustaliłyśmy, jak dobrze zadbać o interesy obu stron i nie zbankrutować. Wynegocjowałyśmy porozumienie. Dodatkowo spisałyśmy umowę, co odświeżyło zasady ortografii („Jakie ż w użyczyć?”) i przybliżyło kwestie prawne.

Komu lemoniady?
Komu lemoniady?

I jak się masz wirująca foko? Bo moim zdaniem, to w czasie wakacji ta główka także pracuje, może nawet lepiej niż w czasie roku szkolnego.

Ale ja się nudzę

Namawiam Was, rodzice, by w czasie wakacji zagrzewać dzieciaki do kombinowania. Nudzą się? Świetnie! Jeśli tylko nie będą bezmyślnie oglądać czegoś czy grać na tablecie albo w telefonie, coś fajnego wymyślą. A jeśli już pojawi się jakiś pomysł, to nie przeszkadzajcie. Nie krytykujcie ani nie chwalcie, bo to odbiera chęć do samodzielnego działania. Czasem zadajcie podchwytliwe pytanie, czasem spytajcie o cel lub konsekwencje.

Jeśli żaden dobry pomysł nie przychodzi dziecku do głowy, możecie coś tam podrzucić. Jak mama Lisy w „Dzieciach z Bullerbyn”, która w nudny, deszczowy dzień powiedziała, że na miejscu córki upiekłaby placek. W efekcie Lisa nauczyła się piec ciasto, a potem zainspirowała do tego samego Annę i Brittę.

Lekcje w samochodzie

Możecie wykorzystać wakacje, by poopowiadać dziecku o swoich zabawach z dzieciństwa. O podróżach, jakie odbyliście. Albo o Waszej pracy. Pamiętam pewną długą podróż samochodem, w czasie której dzieci dowiedziały się, jak buduje się tunele, jak brzmią najśmieszniejsze słowa w języku chorwackim, czemu człowiekowi duszno, gdy w powietrzu jest wilgoć itd., itd. Każdy z dorosłych miał coś do opowiedzenia. Każdy może być nauczycielem na czas wolny od szkoły. Po latach dzieci mogą wspominać te lekcje jako najlepszy kawałek swojej edukacji.

Najlepsze nauczanie dzieje się w relacji, jest niewymuszone, spontaniczne i pozbawione ocen. Dziecięca pomysłowość i energia plus wsparcie i wiedza dorosłego – to połączenie musi dać dobry efekt.

Nauka jest zabawą

Nasze stoisko z lemoniadą nie przyniosło dochodów. Trudno o sprzedaż przy drodze, którą nikt nie chodzi. A jednak zysk jest naprawdę spory. Praca zespołowa, planowanie, negocjacje, elastyczne zmiany strategii, wreszcie analiza porażki – to wszystko dzieci ćwiczyły w czasie wakacji, zupełnie nieświadomie. Oby w szkole jak najwięcej miały takich właśnie projektów – w których liczy się inicjatywa i zaangażowanie, a nie końcowa ocena.

 

 

 

 

 

Autor:

redaktorka serwisu FC EDU

Dodaj komentarz