Blog

Co PISA i inne badania edukacyjne mówią o polskiej szkole

o wynikach PISA z Maciejem Jakubowskim*, ekonomistą i socjologiem, badaczem edukacji rozmawia Joanna Szulc

dr Maciej Jakubowski
dr Maciej Jakubowski

Od lat śledzi Pan wyniki badań PISA. Wyniki ostatniej edycji komentowane są głównie w kontekście likwidacji gimnazjów. Ale z wyników PISA można dowiedzieć się więcej na temat jakości nauczania w Polsce.

Badania PISA służą ocenie systemu edukacji i porównaniu jakości nauczania w różnych krajach. Rzeczywiście przy omawianiu wyników edycji 2015 dużo mówiliśmy o tym, czy gimnazja mają sens. Tu wnioski nasuwają się same. Pierwsze badania PISA objęły roczniki sprzed reformy ministra Handkego i pokazują, jak wiele zmieniło się na korzyść po wprowadzeniu gimnazjów. W edycji 2000 r. były widoczne olbrzymie różnice pomiędzy szkołami średnimi i tragicznie niskie wyniki w szkołach zawodowych. Uderzające było to, że ponad 80 proc. uczniów szkół zawodowych nie rozumiało nawet prostego tekstu.

W wynikach ostatnich edycji PISA z matematyki, nauk przyrodniczych i czytania polska młodzież ucząca się w gimnazjach wypada bardzo dobrze. Wyniki dla Warszawy są w ogóle rewelacyjne. Jeśli patrzymy na wyniki uczniów z miast liczących powyżej miliona mieszkańców to warszawiacy są w ścisłej światowej czołówce razem z miastami ze Wschodniej Azji.

Reforma przygotowana przez minister Zalewską zupełnie ignoruje te wyniki. W Polsce żyjemy z takim przeświadczeniem, że kiedyś było lepiej, a teraz jest gorzej. Ale badania edukacyjne pokazują, że jest odwrotnie. Młodsze generacje Polaków są lepiej wykształcone.

W czym konkretnie widać zmianę na lepsze?

Młodzi ludzie znacząco poprawili się w podstawowych kompetencjach: rozumieniu tekstu pisanego, matematyki czy rozumowania i wiedzy z nauk przyrodniczych. Od 2000 roku przede wszystkim poprawiły się wyniki uczniów słabszych, ale w ostatnim raporcie Evidence Institute pokazujemy też, że jesteśmy czwartą siłą w Unii Europejskiej, jeżeli chodzi o najzdolniejszych uczniów. Dzięki dobrej jakości kształcenia przebijamy pod tym względem znacznie ludniejsze kraje jak Włochy czy Hiszpania.

U wszystkich uczniów poprawiło się tzw. rozumowanie, czyli umiejętność rozwiązywania złożonych problemów, z którymi wcześniej nasi uczniowie sobie słabo radzili. Zadania w PISA są zawsze wyrwane z kontekstu szkolnego, odnoszą się do codziennego życia. I tutaj widać, że nasi uczniowie coraz lepiej myślą. To jest wynik zmian, jakie od lat wprowadzano zmieniając podstawę programową i kładąc nacisk nie na zapamiętywanie informacji, ale na rozumowanie, myślenie analityczne.

Mówi Pan o podstawie programowej, która przestanie obowiązywać z końcem tego roku szkolnego.

Tak. W nowej podstawie programowej jest niestety dokładnie na odwrót – kładzie się nacisk na zapamiętywanie, przeciąża uczniów wiedzą. Polska jest obecnie chyba jedynym krajem na świecie, który idzie w tym kierunku. I chyba jedynym krajem w historii, który skraca obowiązkowe kształcenie ogólne z 9 do 8 lat. Na świecie wydłuża się okres kształcenia ogólnego wspólnego dla wszystkich uczniów i stawia nacisk na nowe podstawy programowe, które zacierają podziały między przedmiotami i wzmacniają umiejętności kluczowe.

Oczywiście podstawowy zakres wiedzy każdy wykształcony człowiek musi mieć, jest pula informacji, które trzeba zapamiętać. Jeśli ktoś nie umie czytać albo wykonywać prostych obliczeń, to samo myślenie analityczne na niewiele mu się przyda. Ale tu niestety chodzi o naukę opartą na zapamiętywaniu u piętnastolatków. I to jest naprawdę bez sensu. Dostęp do wiedzy jest powszechny. W naszych czasach potrzeba raczej umiejętności oceny, czy informacje znalezione w internecie są wiarygodne.

PISA sprawdza takie umiejętności?

Tak, sprawdza, czy posiadając fakty jesteśmy w stanie ocenić wiarygodność informacji. Czy potrafimy zrobić eksperyment myślowy. Mamy twarde dane, mamy jakąś hipotezę i staramy się ją sprawdzić. I poprzednio badane roczniki Polaków radziły sobie z takimi zadaniami coraz lepiej. Jak będzie w przyszłych edycjach – nie wiadomo.

Mówiliśmy o tym, w czym polska młodzież radzi sobie dobrze. A z czym ma problemy?

Z rozumowaniem radzi sobie lepiej, ale to wciąż nie jest szczególnie dobry wynik. Tu trzeba zmiany. Dzieci na fizyce uczą się o falach, ale nie rozumieją, jak działa radio, jak odtwarzacz mp3 dekoduje zapis cyfrowy na dźwięk. Niestety znów wracamy do modelu, gdzie nacisk kładzie się na wiedzę, nie na myślenie. Poprawy więc trudno się spodziewać.

Mamy dobre nauczanie przedmiotów i to warto utrzymać. Ale brakuje nauczania ponadprzedmiotowego, odwołania do życia. W naszym raporcie pokazujemy, że polscy nauczyciele rzadziej odwołują się do zastosowania szkolnej wiedzy w życiu. W naukach przyrodniczych nasi uczniowie rzadziej korzystają z laboratoriów. W fińskiej szkole matematyk czy fizyk z historykiem ustalają jak i czego będą uczyć. Ucząc o historii można wprowadzić kurs fizyki i opowiedzieć o maszynach oblężniczych. To wciąga, intryguje, rozbudza chęć uczenia się. Więcej jest zajęć praktycznych czy eksperymentów.

No, ale fińska szkoła to w Polsce synonim świetnej, nowoczesnej edukacji…

W badaniach PISA są także pytania także o funkcjonowanie szkoły czy relacje z nauczycielami i fińscy nauczyciele mają na przykład większe trudności niż polscy z rozpoczęciem lekcji. Tylko pytanie, czy to dlatego, że panuje tam bałagan, czy dlatego, że uczniowie mają warunki do swobodnej, twórczej pracy.

Byłem w fińskiej szkole i zdziwiło mnie, jak tam jest głośno. Podczas lekcji matematyki dzieci biegały po korytarzu. Zapytałem, co się dzieje – okazało się, że mierzyli korytarz, a swój pomiar mieli przeskalować i przełożyć na kartkę papieru. To świetne ćwiczenie, uczące równocześnie wielu rzeczy. Co więcej pracowali zespołowo, a to skłania do tego, żeby dogadać się z osobami o różnym charakterze.

Do tego jest potrzebny nauczyciel, który sobie z tym wszystkim poradzi. Polski nauczyciel, co wychodzi z badań, umie uczniów ustawić, ale ma problem z pracą w lekkim twórczym chaosie. Tyle że w dzisiejszych czasach nie działają próby odgórnego zaprowadzenia porządku. Trzeba nauczycieli wspierać a nie obciążać kolejnymi zmianami, które nie do końca są przez nich zrozumiałe i nie czują, że wychodzą od nich. Sam jestem nauczycielem akademickim, widzę zmianę w zachowaniu studentów. Kiedyś się mnie słuchali i robili to, co im powiedziałem. Teraz ode mnie wymagają, żebym ich zachęcił, pokazał im, że to, czego uczę, jest ciekawe i przydatne.

Czy z badań PISA widać nastawienie młodych ludzi do nauki, do szkoły?

To wiemy z PISA, ale także z innych badań edukacyjnych – młody człowiek w Polsce już na etapie szkoły podstawowej nie czuje się związany ze szkołą. Szkoła to nie jest dla niego fajne miejsce. Młodzi Polacy ciężko pracują w tej szkole i nie są do niej entuzjastycznie nastawieni.

Klimat szkolny i relacje z nauczycielami nie są najgorsze, ale mogłoby być lepiej. Trochę brakuje takiego przekonania, że nauczyciel jest tym, który wspiera i pomaga. Co piąty 15-latek mówi, że czuje się w szkole „outsiderem”.

Z PISA wiemy także, że polska szkoła słabo sobie radzi z uczniami szczególnie zdolnymi. Nie potrafi ich pociągnąć do większych osiągnięć. Jest poprawa, ale do sukcesów nam jeszcze daleko.

No i jest jeszcze kwestia czytania u chłopców. Tutaj wyniki są dramatyczne.

W Polsce czy na świecie?

Wszędzie na świecie chłopcy czytają mniej niż dziewczyny, ale w Polsce jest coraz gorzej. I tu znowu polska szkoła robi krok wstecz. Daje się dzieciom lektury, których one nie rozumieją, nie chcą czytać. Przez to tracą zainteresowanie książkami w ogóle. Nie zmieni tego pomysł wprowadzenia codziennego czytania na lekcjach. Z wszelkich badań edukacyjnych wynika, jak ważna jest motywacja wewnętrzna. Jeśli uczeń lubi czytać, to będzie czytać.

Przekonałam się, jak może podziałać na młodą osobę lektura, która jej kompletnie nie pasuje. Moja córka, pożeraczka książek, zmuszona do przeczytania obowiązkowej nudnej lektury przez kilka miesięcy nie otworzyła żadnej innej książki. Miała książkowstręt.

Każdy z nas obserwuje takie pojedyncze przypadki. Ale PISA pokazuje skalę kraju. Jeśli wprowadzamy rozwiązania na skalę kraju, to robimy krzywdę tysiącom dzieci. I sobie samym, bo kolejne generacje będą coraz słabiej wykształcone.

To młodzi ludzie powinni decydować, co będą czytać, nie dorośli, którym się wydaje, że wiedzą, jak zainteresować młodzież czytaniem lub co gorsza próbują ich zmuszać do nieciekawych dla nich lektur. Oczywiście nie chodzi tu o to, żeby odpuścić uczniom klasykę, kanon polskiej i światowej literatury. Trzeba jednak szukać sposobu, żeby te lektury były dla nich aktualne i dopasowane do ich możliwości.

Chłopcy mają kłopot z czytaniem. A dziewczyny?

Dziewczyny nie widzą siebie w zawodach związanych z naukami ścisłymi. Nie dlatego, że są słabe w tych przedmiotach, bo nie są. Wyniki chłopców i dziewcząt z matematyki są bardzo podobne. A jednak w Polsce w 2015 r. było 0% dziewcząt chcących wykonywać zawody związane ze światem IT i nowoczesnych technologii komunikacyjnych.

Kiedy pracowałem w OECD, robiliśmy porównania, do których wybieraliśmy wyłącznie uczniów o bardzo wysokim poziomie wyników w każdej z dziedzin. Mogliby wykonywać właściwie każdy zawód, łącznie z tymi technicznie zaawansowanymi. Wyniki były zastanawiające, chłopcy zdecydowanie częściej chcieli być inżynierami, informatykami. Dziewczyny nie widziały siebie w tej roli. I to jest złożona kwestia, dotykająca stereotypów i wewnętrznej motywacji uczniów, którą polska szkoła musi się zająć.

Jak?

Z jednej strony potrzebne jest budowanie wiary, że uczennice mogą się porwać na takie zawody. Ale z drugiej – pokazywanie tego, że kariera w branży technicznej może być fajna. Uczniowie nie wybierają przyszłej kariery czy kierunku studiów z myślą o tym, w czym są dobrzy, ale na podstawie stereotypów, wyobrażeń, tego, co podpowiedzą im rodzice. Często dziewczyny myślą: „Na politechnikę idą chłopaki, co ja tam będę robić” i rezygnują ze studiów technicznych. To jest strata dla kraju, bo właśnie takich specjalistów nam brakuje. I strata dla dziewczyn, bo to są dobre zawody.

I coraz częściej – dobrze płatne.

Szczególnie dla kobiet. Jeżeli kobieta jest dobra w technicznych przedmiotach, to jest szczególnie cenionym pracownikiem, bo często ma wysokie kompetencje społeczne. Może zrobić dużą karierę w tym świecie.

Czy taki brak wiary w swoje siły to cecha tylko polskich dziewczyn?

Tak jest niemal we wszystkich krajach, ale w Polsce jest gorzej niż gdzie indziej. Tu w grę wchodzą kwestie kulturowe, dość trudne do zmiany. Ale możemy to zmieniać celowo i świadomie, np. poprzez kampanie zachęcające dziewczyny do kodowania. Ważne jest też, żeby przekonanie, że dziewczyna może być inżynierem, weszło w głowy rodziców i nauczycieli. To się już dzieje, ale niestety na zbyt małą skalę.

Reforma obejmuje głównie szkoły podstawowe i gimnazja. Czy słusznie?

W moim przekonaniu reformy wymagają szkoły średnie, gdzie wciąż naucza się w podziale na przedmioty. Bardzo ważne jest też wzmocnienie jakości w nauczaniu początkowym oraz większe wsparcie dla edukacji przedszkolnej. Ale najsłabszym etapem edukacji niezbędnym do zreformowania jest szkolnictwo wyższe.

Polska wciąż jest krajem, gdzie wykształcenie wyższe daje najwyższą premię w zarobkach w porównaniu z wykształceniem średnim. Młodzi ludzie o tym wiedzą. Prawie połowa populacji idzie na studia wyższe. Mają bardzo różną jakość; czasem dają dyplom praktycznie za nic. Nie ma wiarygodnej ewaluacji efektów nauczania, czegoś w rodzaju egzaminów zewnętrznych, choć w przypadku studiów pewno lepiej by było oceniać efekty na rynku pracy. I to widać w badaniach. Jesteśmy bodaj jedynym krajem, w którym po ukończeniu szkoły średniej kompetencje nie rosną.

Co Pana zdaniem powinno się zmienić w szkolnictwie wyższym?

Przede wszystkim: zgadzam się z hasłem „nie każdy musi być magistrem”. Nie każdy musi skończyć pięcioletnie studia, które mają charakter akademicki i kończą się stworzeniem małej rozprawy naukowej. Nie każdy ma do tego talent i nie każdy potrzebuje takiej wiedzy.

Brakuje nam wyższego szkolnictwa zawodowego. Studia wyższe powinny być bardziej nastawione na kontakt z rzeczywistością, na zastosowanie wiedzy do praktycznych zadań, do rozwiązywania konkretnych, złożonych problemów. Pracodawcy też narzekają, że nie dostają „gotowego produktu” w postaci dobrze wykształconego pracownika. Nie jestem za tym, żeby wykształcenie magisterskie było podporządkowane pod potrzeby pracodawców, ale krótsze studia zawodowe powinny istnieć, a ich w ogóle w Polsce nie ma.

W szkołach zawodowych (wkrótce – branżowych) także nie ma dobrego kształcenia?

Polskie szkoły zawodowe nie dają ani gwarancji zatrudnienia, ani też nie rozwijają kluczowych kompetencji. Niestety zawody znikają i będą znikać, w Polsce będzie dynamicznie postępować automatyzacja. Ważne jest, by pracownik, którego zawód znika, miał szansę szybko zmienić zawód, douczyć się, pójść na wyższy poziom kształcenia, zrobić kursy i się przekwalifikować. I to jest kolejna słabość zmian wprowadzanych teraz: zabieramy rok kształcenia ogólnego. Będzie więcej osób, które pozostaną bez wyboru – pójdą do szkoły branżowej, zdobędą zawód, być może atrakcyjny. Tylko co się stanie, gdy ten zawód zniknie? Nie będą posiadali kompetencji umożliwiających łatwą zmianę zawodu czy kontynuację edukacji. To jest ślepa ścieżka i efekt krótkofalowego myślenia polityków.

Gdyby miał Pan wymienić najważniejszą cechę dobrego systemu edukacji, to co by to było?

Przez całą edukację powinien być kładziony nacisk na kluczowe kompetencje, takie jak rozumowanie i czytanie ze zrozumieniem. Dziś nie potrafi tego duża część Polaków z ukończonymi studiami wyższymi. Szkoła powinna stawiać na inwencję, samodzielność, kreatywność. W Dolinie Krzemowej pięcio-, sześciolatki same biegają z tabletami po szkole i same mają rozwiązać problem w projekcie nad którym pracują. Nauczyciel jest jedynie przewodnikiem, wspiera, ale nie narzuca rozwiązań. Szkoła powinna dać umiejętności, dzięki którym młody człowiek będzie się sam rozwijał w takim kierunku, jaki go interesuje. Równocześnie musi zapewnić podstawowy poziom wiedzy i kompetencji kluczowych dla każdego ucznia, bo każdy uczeń może taki poziom osiągnąć. W takich krajach jak Finlandia, Estonia czy Kanada nie ma prawie uczniów z najniższym poziomem wiedzy i umiejętności.

I trzecia ważna rzecz: zdolność do uczenia się przez całe życie. Od małego musimy uczyć tego, że jeżeli ktoś sam nie będzie chciał się uczyć, starać – to do niczego w życiu nie dojdzie.

 

* Maciej Jakubowski jest dyrektorem ds. naukowych i założycielem Fundacji Evidence Institute. Pracował w zespole zarządzającym badaniem PISA w OECD. W latach 2012-2014 był wiceministrem edukacji. Wykłada na Wydziale Nauk Ekonomicznych Uniwersytetu Warszawskiego.

 

Firma FC EDU zajmuje się szkoleniami z zakresu kompetencji społecznych, programem wychowawczym dla szkół The Leader in Me, pracuje z młodzieżą i nauczycielami nad poprawą jakości życia w szkole. Zapraszamy do sprawdzenia oferty oraz do kontaktu.

Autor:

redaktorka serwisu FC EDU

1 komentarz

  • Nero
    / Odpowiedz

    Świetny artykuł ,porusza problemy związane z systemem edukacji. Uważam jednak ,że to od nauczycieli a nie od programu nauczania zależy jakie umiejętności będą mieli młodzi ludzie. Problem leży także w kulturze. Polacy nie wpajają swoim dzieciom ,że szkoła jest ważnym elementem życia. Z tego wynika podejście młodzieży do szkoły. Młodzi ludzie uważają ,że nauka nie ma znaczenia a umiejętności nauczane w szkole nie będą miały zastosowania w życiu. Nie biorą pod uwagę tego że samo uczenie się jest procesem ,który rozwija umiejętności , o których mowa w artykule. Musimy nauczać dzieci tak aby one kreowały własny światopogląd oraz przyswajały nowe umiejętności. Nie można tego osiągnąć w tej chwili ponieważ mamy do czynienia ze złym nastawieniem młodzieży spowodowanym podejściem rodziców. Trzeba najpierw zmienić mentalność ludzi ,stworzyć im godziwe warunki a potem tworzyć system.

Dodaj komentarz