Blog

Moja praca to mój wybór

– Bardzo mi przykro, ale nie mam na to wpływu – powiedziałam kuląc się w środku. – Nie mam wyboru, muszę tu pracować i podporządkować się zasadom.

– Zawsze, w każdej sytuacji, masz wybór – odpowiedział spokojnie Ł. – To ty decydujesz, gdzie pracujesz, co robisz i jak traktujesz ludzi.

A potem obraził się na zawsze, nie przyjmując moich tłumaczeń.

Wybór i odpowiedzialność

Ta sytuacja z mojego dawnego życia zawodowego to dla mnie bolesne wspomnienie. Do dziś czuję w sercu zadrę, rozpamiętuję i zastanawiam się, czy zrobiłam wtedy coś złego. Miałam pewną umowę ze współpracownikiem Ł. Gdy umawiałam się, wierzyłam, że nasza współpraca dobrze się potoczy. Coś jednak zaszwankowało, przełożeni nie byli zadowoleni, ja czułam narastającą presję. I poinformowałam Ł., że musimy zakończyć współpracę. Użyłam wtedy tego głupiego stwierdzenia: „nie mam na to wpływu”. Nie podjęłam ciężaru odpowiedzialności, powołałam się na zasady w korporacji i wyjaśniłam, że muszę się do nich dostosować, jeśli chcę mieć nadal pracę. A przecież nie mogę sobie pozwolić na jej utratę. Mam kredyt, dzieci na utrzymaniu, rachunki do zapłacenia. Jestem tylko małym trybikiem, napędzanym niezależną od niego siłą.

Konsekwencje decyzji

Pamiętam, jak zdenerwowało mnie, że Ł. tego nie rozumie. Łatwo mu mówić, że nic nie muszę. Mówi, że mam wybór, gdzie pracuję i co robię? Ta, jasne. On nie ma tak ciężko jak ja. On nie musi codziennie walczyć o byt dla siebie i dzieci, znosić wymagań przełożonych, rozpaczliwie starać się o sukces. Nie wie, jak to jest. Chce się obrażać, proszę bardzo. Droga wolna.

Ale jego słowa zbyt mocno mnie dotknęły, bym mogła o nich zapomnieć. Może dlatego, że czułam w nich ziarno prawdy? Może sama gdzieś w głębi duszy wiedziałam, że nie chcę, by przełożony określał, jakim mam być człowiekiem?

Przyszła do mnie refleksja, że być może Ł. nie wie, jak mi ciężko, ale ja też nic nie wiem o jego życiu. Wybrał drogę pod prąd, wykonuje wolny zawód – może jemu też nie jest lekko? Może podjął trudną świadomą decyzję i ponosi jej konsekwencje, ale przynajmniej czuje się wolnym człowiekiem?

Kowal własnego losu

Minęło kilka lat, w czasie których regularnie wracało do mnie pytanie: czy mam w życiu wolność wyboru? Czy jestem zależna od kaprysów losu i decyzji osób, które w hierarchii stoją nade mną? Czy czuję, że moja praca jest przymusem i więzieniem, czy raczej czymś, co robię, bo chcę i biorę za swój wybór pełną odpowiedzialność?

Jakiś czas potem poznałam teorię 7 nawyków skutecznego działania Stephena R. Covey’a i jego koncept proaktywności. I okazało się, że tych parę lat mierzenia się z podejściem do pracy to droga do tego, co Covey nazywa 1 nawykiem: Bądź proaktywny.

Droga do celu

Proaktywność opiera się na przekonaniu o wolności wyboru i możliwości działania dla dobra swojego i innych. Jako osoba proaktywna działam dlatego, że mogę lub chcę, a nie dlatego, że muszę. To ja decyduję i za swój świadomy wybór ponoszę odpowiedzialność. Jeśli z ważnych dla siebie powodów pracuję w korporacji, to dlatego, że taka jest moja decyzja. Mam widocznie jakiś cel. I pracując tam, biorę odpowiedzialność za swoje działania. Nie zwalam na innych, nie mówię, że nie mam na nic wpływu. Zawsze mam na coś wpływ. Choćby w niewielkim zakresie, ale mam. To, co mnie uwiera, biorę na klatę, bo zawsze w drodze do celu spotykamy jakieś utrudnienia. Są jak czerwone światło na skrzyżowaniu. Trzeba przeczekać, trzeba się podporządkować, ale to nie powód, by zmienić trasę. Czekam na zielone i jadę dalej.

Ale może tak być, że nie chcę pracować w korporacji. Czy wtedy mam wybór? Czy odważę się poszukać innej pracy, zmienić drastycznie swoje życie, przestawić w nim akcenty i priorytety? Jeśli zdecyduję, że wolność i samostanowienie są dla mnie ważniejsze od poczucia bezpieczeństwa finansowego, to proaktywnie złożę wypowiedzenie. Znowu – nie dlatego, że muszę, ale dlatego, że chcę. I to ja poniosę konsekwencje tej decyzji.

Tak mówi Covey i tak wymyśliłam sama.

Szkoła jak korporacja

Dlaczego piszę o korporacji na blogu edukacyjnym? Bo mam pewność, że pod termin „korporacja” można swobodnie podstawić hasło: „szkoła” – i przyjrzeć się pracy nauczyciela. Kiedy rozmawiamy z nauczycielami o nawyku 1, pojawiają się zwykle narzekania. „W mojej pracy nic nie zależy ode mnie, bo: reforma oświaty, podstawa programowa, biurokracja, dziennik elektroniczny, roszczeniowi rodzice, trudna młodzież, brak czasu, niska płaca, Rada Pedagogiczna z innej epoki…”. „My, nauczyciele, nic nie znaczymy w systemie edukacji, mamy za to na utrzymaniu rodziny i boimy się o posady”. Wierzę, że tak czują. Wierzę, że praca nauczyciela A.D. 2017 jest trudna i niewdzięczna. Ale z jakiegoś powodu wybrali zawód nauczyciela. Coś sprawia, że mimo wszelkich niedogodności, biorą pod pachę podręczniki i biegną co rano do swoich uczniów. Co to jest? Może miłość do przedmiotu, może pasja nauczania, może świadomość, że mogą wiele dać z siebie uczniom?

Jeśli znajdzie się swój „powód”, wszelkie trudności po drodze stają się raczej wyzwaniami w drodze do celu. Jeśli ktoś uczy, bo chce wychowywać mądrych ludzi, którzy kiedyś będą roztropnie żyć i dbać o dobro Polski, to przeszkody takie jak tony dokumentów do wypełnienia, ba! nawet chaos związany z reformą, będą mniej lub bardziej dokuczliwymi utrudnieniami na drodze. Mając cel można wziąć sprawy w swoje ręce. Można pracować z własnej woli. Można podejmować świadome decyzje.

Szczera prawda

U progu nowego roku szkolnego życzę wszystkim nauczycielom, by odnaleźli w duszy swój powód, dla którego wykonują ten niebywale ważny zawód. By poczuli w nim siłę i inspirację do codziennej pracy. Pracy, którą wykonują dlatego, że chcą, a nie dlatego, że ktoś im coś nakazał.

Mojemu dawnemu współpracownikowi Ł. dziękuję za brutalnie szczerą opinię, która kosztowała mnie wiele nieprzespanych nocy. I przyznaję mu rację – zawsze jest wybór. Odeszłam z korporacji i – ku mojemu zdumieniu – jakoś udaje mi się płacić rachunki, utrzymywać dzieci. Nie zawsze jest łatwo, ale to moja decyzja. Nikt mi nie kazał żyć tak, jak żyję. To moja praca, moja odpowiedzialność, moje porażki i moja satysfakcja.

 

 

 

 

Tags
Autor:

redaktorka serwisu FC EDU

Dodaj komentarz