Blog

Dzieci, które uczą się, że mogą zmieniać świat na lepsze

W sobotnie przedpołudnie chodzę sobie oglądając klasy w Społecznej SP nr 100, warszawskiej Jaskółce, z którą pracujemy w ramach programu The Leader in Me. Gdybym cofnęła się do czasów dzieciństwa, chciałabym się tu uczyć – jest przyjaźnie, kolorowo, przytulnie.

W jednej z sal lekcyjnych dostrzegam nad tablicą zachętę do stosowania w praktyce 1. nawyku Covey’a: „Bądź proaktywny”. I rozpiskę-przypominajkę, jak można zmieniać język reaktywny w proaktywny.

Zobaczcie zresztą sami:

Tego uczą się dzieci w pierwszych klasach szkoły podstawowej. Nauczyciele pracujący z nimi przypominają im, by częściej używali słowa „MOGĘ” i starali się nie nadużywać słowa „MUSZĘ”. Wspólnie z uczniami szukają sposobów, by szukać w sobie siły, energii i zapału do podejmowania wyzwań. Właśnie: wyzwań, a nie problemów.

Język wpływa na nasz sposób postrzegania świata. Jest odwzorowaniem naszych myśli. Ten, kto nie wierzy, niech zrobi proste ćwiczenie. Jak czujesz się, gdy mówisz: „Muszę iść do roboty, nie chce mi się, ale muszę”? A jak czujesz się, gdy mówisz: „Mogę iść do pracy. Mam pracę, jestem potrzebny, zarabiam pieniądze”? Przykład z pracą nie każdego przekonuje, ale można znaleźć inny. „Muszę wyjść z psem” czy „Mogę/chcę teraz wyjść z psem, poruszam się i przewietrzę, nabiorę energii”? „Muszę kupić buty”? Czy lepiej: „Mogę kupić sobie buty, znajdę takie, jakie chcę”?

Zmiana myślenia z „muszę” na „mogę/chcę” wymaga treningu. Podobnie jak praca nad mięśniami. Potrzebne są powtórzenia, korygowanie działań, czasem wsparcie trenera. Ja mam w domu dwie energiczne, niepełnoletnie trenerki. Kiedy mówię znudzonym tonem: „Muszę jeszcze pozmywać naczynia”, one mierzą mnie wzrokiem i dopytują: „Musisz? Czy możesz? A może nawet – chcesz?…”. Odpowiadam wtedy przekornie, że absolutnie nie chcę, na co one zauważają: „Wydaje nam się, że chcesz. Zobacz – możesz zrobić porządek w kuchni, możesz mieć naczynia poukładane tak, jak lubisz, możesz posłuchać sobie w tym czasie radia…”.

No tak. Sama się o to prosiłam, trzeba było ich nie uczyć, że człowiek zawsze ma wybór, a w każdym obowiązku można znaleźć jakąś korzyść i przyjemność.

Wróćmy jednak do sali lekcyjnej w Społecznej SP nr 100. Uczące się tu dzieci już teraz, w wieku 8, 10, 12 lat zastanawiają się, do czego w życiu chcą dojść, jakie cele osiągnąć (dla waszej wiadomości, w jednej z klas uczy się przyszły prezydent). Wyznaczają sobie także cele na mniejszą skalę (co chcę osiągnąć w najbliższym czasie). W pracy nad nimi pomagają im specjalne „suwaki” – dziecko oznacza sobie, w jakim miejscu na drodze do jego realizacji się znajduje.

Czy jest dopiero na początku, w połowie, a może już całkiem blisko sukcesu? Te cele są różne, co widać na zdjęciach. Ważne, żeby wiedzieć, do czego dążymy i jaka droga wiedzie do realizacji postanowienia.

Gdybym była znów dzieckiem, chciałabym, żeby ktoś w tak przyjazny i lekki sposób uczył mnie pracy nad sobą. Dzieci, które od małego uczą się, że wiele mogą, rosną w siłę. W Społecznej SP nr 100 dowiadują się także, jak negocjować w trudnych sytuacjach, jak rozmawiać, by się dobrze zrozumieć. Uczą się, że są cenne i potrzebne w swojej grupie. A także że zasługują na to, by codziennie zadbać o regenerację sił, o odpoczynek.

Program The Leader in Me, którym pracują, to inwestycja na przyszłość: profilaktyka wypalenia, bezsilności, znużenia, zaburzonego poczucia bezpieczeństwa czy braku akceptacji. Cieszę się, że te dzieciaki już teraz wiedzą, że niewiele muszą, za to mnóstwo mogą.

Autor:

redaktorka serwisu FC EDU

Dodaj komentarz